|
DEATHROCK czyli mroki po amerykańsku.
Gdy na przełomie lat 70. i 80. takie zespoły jak Bauhaus, Joy Division, Siouxsie and the Banshees, UK Decay, Virgin Prunes i The Cure wyznaczały podwaliny ruchu gotyckiego na Wyspach Brytyjskich, po drugiej stronie Atlantyku, w Kalifornii, środowisko punkowe zdawało się być nieświadome ich istnienia.
Rozz Williams (Christian Death): "Inspirowały mnie dokonania punkowej sceny Zachodniego Wybrzeża USA, zespołów takich jak The Germs czy The Alley Cats. Z drugiej strony wywarli na mnie wpływ wykonawcy, których słuchałem, gdy jeszcze byłem dzieckiem: David Bowie, T-Rex. Nie zdawałem sobie sprawy z istnienia całej tej sceny gotyckiej w Anglii - Bauhaus itd. To znaczy wiedziałem, że coś takiego istnieje, ale nie słyszałem ani jednego nagrania."
Jeśli wierzyć słowom amerykańskich artystów, wypada przyjąć, że w Wlk. Brytanii i w Kalifornii zupełnie od siebie niezależnie doszło do powstania dwóch pokrewnych sobie scen. Tak więc w Europie część punkowców, odkrywszy dla siebie ciemną stronę egzystencji, podążyła drogą wyznaczoną przez wspomnianych na początku wykonawców, co dało początek całej pierwszej fali gothic-rocka (Bauhaus, Joy Division itd. nie nazywano zespołami gotyckimi - dopiero gdy miano to przylgnęło do całego ruchu mrocznych postpunkowców, tę samą nazwę zaczęto stosować w stosunku do prekursorów). Tak więc w 1981 roku działały już takie grupy jak The Demons (chwilę później przemianowany na Alien Sex Fiend), Kabuki (później Ausgang), Panic Button (pierwotna nazwa Sex Gang Children), Sisters of Mercy, Southern Death Cult, Play Dead, Danse Society, Theatre of Hate i inne. W tym samym czasie, w Kalifornii rozwinęła się tzw. scena deathrockowa. Takie zespoły jak Christian Death, 45 Grave, Kommunity FK, Vox Pop, Super Heroines, Crown of Thorns, Voo-Doo Church ruszyły swoją mroczną drogą. Muzycznie angielski gotyk niespecjalnie różnił się od amerykańskiego deathrocka. No, może tym, że Amerykanie zawsze byli bliżsi idei czystego rock'n'rolla i raczej nie używali instrumentów elektronicznych. Oczywiście nie bez znaczenia dla obu ruchów okazał się ogólny kontekst kulturowy. Europejczycy, owszem straszyli swymi trupimi, bladymi twarzami, nastroszonymi irokezami i fantazyjnie porozdzieraną odzieżą, co nie przeszkadzało im jednocześnie manifestować swego przywiązania do tradycji europejskiego dekadentyzmu, sztuki epoki wiktoriańskiej, niemieckiego impresjonizmu, surrealizmu, dadaizmu, w końcu teatru okrucieństwa Artauda. Amerykanie chętnie natomiast czerpali z horrorów klasy B, przerabiając na swój użytek wszystkie mity amerykańskiej popkultury (wielu z muzyków z kręgu deathrocka rysuje czy tylko kolekcjonuje makabryczne komiksy, a niektórzy >jak np. jeden z członków Penis Flytrap< piszą powieści grozy i kręcą horrory). Szybko okazało się też, że termin deathrock dotyczy szerszego kręgu zespołów niż tylko tych bezpośrednio kojarzących się z europejskimi zespołami gotyckimi. Takie grupy jak TSOL, Misfits, później Samhain grały właściwie czystej wody punk rocka, a jednak z racji ich horrorystycznego image'u oraz zbieżnych z wizerunkiem tekstów również zaliczano je do kręgu deathrocka. Podobną rolę odgrywały w UK takie zespoły jak Screaming Dead, The Damned czy Lords of the New Church, zespoły mocno punkowe, czasami kojarzone jednak z ruchem gotyckim. W krajobraz amerykańskiego deathrocka wpisały się również zespoły glamowe (np. Morticia), jak i cała rzesza kapel psychobilly, by wspomnieć najgłośniejszą z nich, The Cramps.....
cały artykuł dostępny jedynie w wersji papierowej (Cold nr 2)
|