Lux Interna

Rozmiar: 13166 bajtów Lux Interna to amerykański zespół neofolkowy, którego płyta "Absence and Plenum" ukazała się niedawno nakładem niemieckiej oficyny Eis+Licht. Grupa na swoim koncie ma również winylowe wydawnictwo "Truth and Beauty and All Their Severity". Jednej z piosenek zespołu możecie posłuchać z naszego CDR-a, a poniżej wywiad z liderem kapeli Joshuą Gentzke.

Muzyka Lux Interny brzmi dla mnie bardzo minimalistycznie i pomimo że z pewnością nie jest to czysty folk, to jej korzenie tkwią w czymś, co odważyłbym się nazwać europejskim brzmieniem. Zgodzisz się ze mną? Jak ci się wydaje, co odróżnia muzykę Lux Interny od muzyki innych grup neofolkowych? Czy chcielibyście, by wasz zespół wyznaczał nowe kierunki, czy wystarczy wam, że po prostu komponujecie dobre piosenki?

Zawsze ciężko jest, lub jest to zgoła niemożliwe, definiować muzykę, przypisując ją do jakiegoś stylu, a w szczególności z zamierzeniem użycia terminu "folk". Wygląda na to, że ten termin znaczy zupełnie co innego dla różnych osób. Myślę jednak, że w przypadku Lux Interny można bez obaw używać tego określenia, jako że w muzyce naszego zespołu jest wiele elementów, które mogłyby zostać tak zakwalifikowane. Co do "europejskiego brzmienia", to ciężko mi się wypowiadać na ten temat. Zastanawiające jednak jest to, że wielu ludzi w Ameryce to europejskie brzmienie dostrzega, podczas gdy w wielu recenzjach pisanych przez Europejczyków pojawiają się zdania mówiące o naszym amerykańskim (być może nawet zbyt amerykańskim) brzmieniu. Słucham europejskiej muzyki, z pewnością więc musi się to odbijać na muzyce, którą komponuję, ale nie musi się to odbywać w sposób świadomy.
Co do tego, czy zależy mi, by być innowacyjnym artystą, muszę stwierdzić, że jestem zawsze zainteresowany odkrywaniem nowych rzeczy czy spoglądaniem na sprawy z nowych perspektyw, tak w życiu, jak i w muzyce. Co nie znaczy jednak, że odczuwam jakiś wewnętrzny przymus, by być jakimś muzycznym innowatorem i na siłę redefiniować pojęcie muzyki. Jeśli kompozycja powinna być zaaranżowana tradycyjnie, to tak ją aranżuję i nie staram się na siłę jej udziwniać, czy poszukiwać dla niej nowych formuł wyrazu. Z drugiej jednak strony cenię sobie fakt, że muzyka Lux Interny nigdy nie jest statyczna i nie pozostaje przypisana do jednej konkretnej formuły. Stagnacja jest rzeczą złą.

Wiem, że zanim założyliście Lux Internę, byliście członkami gotyckich zespołów (a przynajmniej ty, Joshua). Czy mógłbyś opowiedzieć o tym okresie swego życia? Jak doszło do zmiany twoich muzycznych zainteresowań?

Zacząłem grać na gitarze, jak miałem jakieś 14 lat i w tym czasie byłem zafascynowany muzyką punk. Jak wielu innych na okrągło katowałem trzy akordy, na tej podstawie próbując układać piosenki (piosenki to za dużo powiedziane jak na moje ówczesne umiejętności). Jak trochę podrosłem, odkryłem, że równie mnie ekscytuje, a i z pewnością mniej ogranicza, muzyka post-punkowa i zespoły takie jak Joy Division, Bauhaus, The Cure czy Rozz Williams. Tam, gdzie mieszkałem (zachodnie przedmieścia Nowego Jorku) nie było czegoś takiego jak scena gotycka, zacząłem jednak spotykać ludzi, którzy również byli zainteresowani tego rodzaju dźwiękami. Na początku wiązałem wielkie nadzieje z całym tym nurtem, zarówno pod względem artystycznym, jak i ogólnokulturowym. Gdy byłem młodszy, łudziłem się, że istnieje jakaś subkultura, do której mógłbym przynależeć, z którą mógłbym się utożsamiać, która byłaby alternatywą dla społeczeństwa, z którym nie miałem nic wspólnego i którym wręcz gardziłem. Prawdopodobnie myślałem wtedy, że na bazie, o której wspomniałem, mógłby powstać jakiś kolektyw. Czas rozwiał moje nadzieje. Poczułem się mocno rozczarowany, gdy spostrzegłem, że oprócz kilku zupełnie wyjątkowych osób, pozostali nie różnią się niczym od reszty ludzkiej masy.


cały wywiad dostępny jedynie w wersji papierowej (Cold nr 4)